Menu
Azerbejdżan / Azja

Najbardziej skorumpowana stolica świata Baku

Azerbejdżan przypomina górzystą pustynię ciągnącą się w nieskończoność od granicy z Gruzją, aż po Morze Kaspijskie. Czasami przy drodze stoją jakieś prowizoryczne stacje benzynowe – duże puste budynki z cegły z małą lodówką i z niczym innym, jak tylko zimną wodą. Poza stacjami natrafić można także na sklepy z meblami, których jest chyba więcej niż tych pierwszych. Stoją po środku nicości, tak po prostu przy drodze. Na parkingach i na drogach podziwiać można rozpadające się samochody z czasów PRLu, które ledwie się poruszają. I tak właśnie przemierza się ten kraj, chcąc dostać się do jego perły – Baku.

Azerbejdżan – stolica

Zanim jednak to nastąpi najpierw trzeba zbić się z rzeczywistością, która kryje się tuż u granic tej cudownej kopii Dubaju. Kilkadziesiąt kilometrów od stolicy Azerbejdżanu stoi mała wioska o nazwie Alat. Nie przypomina polskiej wsi, gdzie kurki biegają po podwórkach, a drewniane stodoły odchodzą w niepamięć. Tutaj wioski przypominają pole bitwy, kraj po wojnie, opuszczony i zapomniany przez wszystkich koniec świata. Drogi z piasku, niskie budyneczki z czegoś co przypomina glinę, drzwi sklepane ze starych desek, uliczki tak wąskie, że auto ledwo się mieści, zero roślinności, porzucone auta na drodze, a budynki zniszczone i opuszczone, jakby ludzie już dawno wynieśli się do miasta. 

Serce pęka widząc taki widok i dzieci siedzące na kupkach piasku przy drodze, czy bawiące się starymi częściami samochodowymi. Pęka przede wszystkim dlatego, że tuż za rogiem, kilkadziesiąt kilometrów dalej, stoi miasto. Miejsce tak piękne i nowoczesne jak Dubaj, w którym nie widać biedy, a wyłącznie bogactwo i przepiękną architekturę.

Azerbejdżan – port widmo Alat

Alat, będący oficjalnym portem Baku, przypomina powojenną fortecę, mimo że znajduje się na samych przedmieściach miasta. Mimo, iż port jest bardzo nowoczesny i o imponujących rozmiarach jego funkcjonowanie pozostawia wiele do życzenia. Promy, które odpływają stąd do Kazachstanu, czy też te, które właśnie stamtąd wracają, są statkami widmo. Nikt nic nie wie, nikt nic nie powie, a promów nikt nie widział i nie może namierzyć. Każdy pracownik portu jest w posiadaniu innych informacji. W Internecie trudno o jakiekolwiek aktualizacje czy wiadomości. Przez 3 dni mówiono nam, że dziś, jutro, znów dziś, ale jednak pojutrze prom przypłynie, odpłynie, będzie i nie będzie. I tak oto, z uwagi na brak oficjalnego harmonogramu, najlepiej jest tam po prostu koczować – nie ma innego określenia na oczekiwanie promu w tymże porcie. 

My czekaliśmy 3 dni, aż uda nam się załapać na prom do Kazachstanu. Poznałam ludzi, którzy spali w porcie od tygodnia, bo brali udział w rejsie samochodowym i za wszelką cenę musieli przetransportować swoje pojazdy na drugą stronę Morza Kaspijskiego. Inni czekali nieco krócej. Dla wszystkich oczekujących na miejscu postawiono prysznice i toalety. O restauracjach poza stolicą nie ma co myśleć więc możliwość skorzystania z toalety sama w sobie była niesamowitym udogodnieniem.

Alat dzieli od Baku kilkadziesiąt kilometrów, ale ubóstwo widać już na samym wjeździe do stolicy. Docierając do centrum wszechobecne są rozpadające się budynki, pozostałości po dawnych czasach radzieckich, które pozabijane deskami mają ukryć wstydliwą historię tego miejsca. Baku bardzo przypomina Dubaj i również powstało w mgnieniu oka na środku pustyni. Doskonale połączono tu nowoczesność z tradycją. Czystość tego miasta i perfekcja budowli sięgających nieba są niesamowite i powalające. Większość budynków utrzymana jest w jasnych barwach, a ulice wyglądają jakby zostały odrysowane od linijki z dokładnością co do milimetra. Nieskazitelnie czyste i równe trawniki, gładkie nawierzchnie i brak smrodu spalin. Zapewne jest to spowodowane tym, że w Baku obowiązuje zakaz wjazdu do starej części miasta samochodami.

Stojąc tuż opodal trzech wież – Flame Towers, symbolu Baku, na punkcie widokowym, który znajduje się tuż przy siedzibie ONZ, można podziwiać całe miasto. Ogniste wieże to chluba tego kraju, a ich nazwa wiąże się z historią Baku. Trzy budowle symbolizują ogień – żywioł, z którym od wieków utożsamia się Azerbejdżan. Ogień w różnych kulturach i epokach stanowił symbol siły, energii czy wieczności, ale też  miał negatywny oddźwięk z powodu walk, błyskawic czy pożarów. 

Patrząc na to cudo architektoniczne nachodzą człowieka dziwne myśli i zaczyna się zastanawiać czy szejkowie zamieszkują pałace znajdujące się poza miastem, czy może mają „niewielkie” apartamenty na najwyższych piętrach tych jakże błyszczących i pięknie oświetlonych wież. Piszę o oświetleniu, ponieważ co wieczór miasto oferuje gościom miasta pokaz przeróżnych kombinacji świetlnych. Nie można zajrzeć do ich środka jeżeli nie jest się gościem hotelowym lub też prcownikiem któregoś z biur.

Azerbejdżan – katastrofa ekologiczna

Azerbejdżan, mimo że leży wśród krajów takich jak Kazachstan, Armenia czy też po drugiej stronie Turkmenistan i Uzbekistan, jest bardzo bogaty i drogi dla odwiedzających, a przynajmniej tych z Polski. Ich waluta to dwukrotność złotówki. Może właśnie dlatego na ulicach tego raju nie widzi się bezdomnych, ani proszących o jałmużnę. Baku znajduje się w strefie klimatu subtropikalnego, a więc temperatury przez cały rok są naprawdę wysokie.

Z tego względu za dnia nie widać na ulicach psów, kotów czy rowerzystów, ale za to po wschodzie słońca ulice zalewają jego mieszkańcy. Tłumnie przechadzają się przez miasto, robią zakupy, uprawiają sport, czy spędzają czas w knajpach. Warto zauważyć, że Baku, mimo iż jest krajem muzułmańskim, jest bardzo liberalne. Podczas upałów mężczyźni chodzą zarówno w krótkich spodenkach, jak i w strojach zakrywających ciała, natomiast od kobiet nie wymaga się noszenia długich okryć, a wręcz podziwiać można ich piękną biżuterię, barwne stroje oraz eleganckie obuwie.

Stolica Azerbejdżanu powstała nad Morzem Kaspijskim, które w rzeczywistości jest słonym jeziorem. Człowiek za dnia nie znajdzie w nim ochłody, ponieważ woda jest bardzo zanieczyszczona. Miasto samo w sobie nie oferuje turystom możliwości wypoczynku na plażach, gdyż takowych tu nie ma. Widać to zwłaszcza przy bulwarze, gdzie dostrzec można ropę naftową unoszącą się na powierzchni wody. Już sam zapach odrzuca, a co dopiero ten widok. Właśnie dlatego inną nazwą tego miejsca jest Czarne Miasto, z uwagi na duże zasoby „czarnego złota wydobywanego z dna Morza Kaspijskiego. Ciekawostką jest, że nafciarze z Azerbejdżanu do dnia dzisiejszego posługują się mapą geologiczną stworzoną przez polaka.

Azerbejdżan – wewnętrzne miasto

Iczeri-Szecher czyli Wewnętrzne miasto, bo tak oficjalnie nazywa się starówka Baku, oddzielone jest od reszty miasta wysokimi murami obronnymi. Bakijska starówka wpisana jest na listę UNESCO i przyznaję, że panuje tu niesamowity klimat. Będąc w starej części miasta bardzo polecam spróbować kebaba z owcy, który smakuje naprawdę wyjątkowo. Potrawy serwowane są ze słodką herbatą lub słodką zimną kawą. Fajnym dodatkiem jest sisha, której smaki są bardzo intensywne, a ich wybór jest ogromny. Wieczorny klimat tego miejsca, które doskonale oddzielone jest od nowoczesnej części miasta, zachwyca i kusi długimi spacerami. Tureckie dywany, ozdobienia, suknie i wiele innych dodatków o intensywnych kolorach przykuwają uwagę przechodniów. Baku ma do zaoferowania piękne świątynie oraz pałace.

Ciekawostką jest fakt, że zarówno na terenie kraju, jak i w okolicach Baku bardzo dużo jest warsztatów samochodowych, które wydają się być zamknięte za dnia, a otwarte w nocy. Pracownicy siedzą przed warsztatami do późnych godzin gawędząc i popijając coś chłodnego. Może takie godziny pracy spowodowane są potężnymi upałami? Gdy zepsuło nam się auto tuż za granicami miasta i musieliśmy je holować znalezienie warsztatu okazało się bardzo łatwe, gorzej było z dostępnością części. Z tego względu musieliśmy naprawić auto w porcie Alat, którego mieszkańcy okazali się złotymi ludźmi, chętnymi do pomocy i bardzo wesołymi. Jako alternatywę w tych rejonach polecam wybrać się na wulkany błotne, które o wschodzie czy zachodzie słońca prezentują się niesamowicie pięknie.

Azerbejdżan – symbole Baku

Baku poza nowoczesnym portem oferuje swoim gościom ogromne lotnisko. Moja przygoda z tym krajem wiąże się z miesięcznym niskobudżetowym wyjazdem starymi radzieckimi UAZami przez kilka krajów, w tym przez Azerbejdżan. UAZy miały awarię raz, do dwóch razy dziennie, spaliśmy w nich lub pod gołym niebem, ewentualnie w namiotach, a nasza miesięczna podróż polegała na jechaniu przed siebie. Z tego względu czysta toaleta, pięknie ubrani ludzie czy świeże i uczesane włosy były dla nas w tamtym czasie luksusową abstrakcją. Gdy okazało się, że nie uda nam się dostać na prom do Kazachstanu z uwagi na jego przepełnienie i brak miejsc w kajutach zdecydowaliśmy się na samolot odstawiając samochody na prom. Miały płynąć same, a my mieliśmy odebrać je już w Kazachstanie.

Z tego też względu nasza przygoda z lotniskiem w Baku trwała prawie 3 dni, a my lecąc z małym bagażami zabraliśmy ze sobą wyłącznie szczoteczki do zębów, po jednej koszulce i majtki (tylko co niektórzy). Na ten czas lotnisko w Baku stało się naszym tymczasowym domem, najbardziej luksusowym podczas całej wyprawy. Skórzane fotele, które posłużyły nam za łóżka tuż przy McDonaldzie okazały się strzałem w dziesiątkę. Jedyne co nam przeszkadzało to pięknie ubrani i eleganccy ludzie, którzy w żaden sposób nie pasowali do naszych brudnych stóp w zniszczonych japonkach i poklejonych od smaru ubrań. Poza tym bardzo dziwnie na nas patrzyli, gdy chodziliśmy do toalety na małe odświeżenie. 

Warto jest wspomnieć, że na lotnisku w Baku nie obowiązują ograniczenia co do pojemności, a bagaże są bardzo niedokładnie prześwietlane. Ludzie tutaj są bardzo przyjaźni, nie ma dociekania co gdzie jak i dlaczego, a samo lotnisko jest naprawdę bardzo czyste, ładne i nowoczesne. Zwłaszcza gdy wysiadając z samolotu wita was biedny Kazachstan. Niestety sam lot na naszej trasie nie był zbyt przyjemny. Podczas godzinnej podróży jedynym i wszechobecnym zapachem jaki nam towarzyszył był zapach mężczyzn ubranych w długie ubrania. Ratunkiem okazało się wcześniejsze wyperfumowanie na bezcłowym.

Azerbejdżan – problem ropy naftowej

Odkąd w 1872 roku zaczęto wydobywać ropę naftową tuż pod granicami miasta odtąd stolica Azerbejdżanu, podobnie jak Dubaj, w zastraszającym tempie zaczęła się rozwijać i nabierać jakiegoś znaczenia gospodarczego. Bogaci inwestorzy napływali z całego świata, ale również zwiększyło się zapotrzebowanie na biednych robotników, co z czasem doprowadzało do wielu konfliktów. Złoża ropy naftowej wydobywanej w Azerbejdżanie stanowią jedne z największych na świecie. Ich wydobycie stanowi prawie 70 %  produkcji całego kraju. Niestety zwykli mieszkańcy Azerbejdżanu nie widzieli i pewnie nigdy nie zobaczą tych pieniędzy na oczy, mieszkając aż do końca swych dni w wioskach otaczających piękne Baku.

Ponadto władze Azerbejdżanu, z uwagi na radziecką historię, bardzo dbają o swoich zachodnich sąsiadów i właśnie dlatego ogromne ilości ropy sprzedawane są za granicę. Z tego względu pieniądze nie zostają wewnątrz kraju, aby posłużyć rozwojowi czy pomocy najbiedniejszym, a trafiają do kieszeni bogatych polityków czy inwestorów. Tym samym Baku, najszybciej rozwijająca się stolica w tej części świata, zaczęła przypominać Dubaj, gdzie luksusowe drapacze chmur wyrosły na parcelach i domach zajmowanych dotąd przez dziewiętnastowieczne kamienicie pamiętające radzieckie czasy i naftowy boom. Z uwagi na takie bogactwo, które oczywiście ma swoje tło polityczne, Azerbejdżan uznawany jest za jeden z najbardziej skorumpowanych krajów świata.

No Comments

    Leave a Reply