Menu
Azja / Sri Lanka

Dramatyczna sytuacja psów pariasów zamieszkujących Cejlon

Żadne zdjęcia nie oddadzą tragedii z jaką każdego dnia borykają się psy na Sri Lance. Zwierzęta te nie cierpią wyłącznie z powodu głodu czy też obojętnego traktowania przez ludzi, ale przede wszystkim przez wszielkiego rodzaju choroby i powszechną grzybicę skóry. Setki tysięcy czworonogów zamieszkujących ulice tego raju nie przypominają tych, które widzimy na ulicach Europy. Nie mają pięknie lśniącej sierści, a ich ciała pokrywają strupy i resztki zmechaconej sierści. Większość Lankjiskich psów ma rudawe umaszczenie i jest średniej wielkości. Dosyć krótka sierść sprawia, że gdy zwierzęta się drapią łyse placki na ich grzbietach powstają w mgnieniu oka. Główną przyczyną takiego wyłysienia jest świerzbowiec. Choroba ta doprowadza psy do męki, ponieważ ich skóra jest tak swędząca, że potrafią się drapać godzinami i wygryzać sierść do krwi. Pasożyt przechodzi na człowieka, a walka z chorobą może okazać się prawdziwym utrapieniem.

Właśnie takim efektem ubocznym choroby jest ich odrzucenie przez społeczeństwo. Świerzbowiec doprowadził do tego, że Lankijczycy są wobec psów bardzo obojętni. Religia i kultura są głównymi czynnikami dzięki którym wszyscy na wyspie żyją w zgodzie. Niemniej jednak nigdzie dotąd nie widziałam tak spragnionych uczuć czworonogów jak wśród tych, które mimo strachu i głodu robią wszystko by ludzkie oko zatrzymało się na chwilę, a ręka zechciała pogłaskać. Bezpańskie i mieszkające na ulicach psy to widok powszedni. Śpią przy ulicach, na chodnikach, na plażach czy pod autobusami na dworcach. Przyzwyczajone są do pędzących tuk tuków, gwaru ulicznego oraz tysięcy przechodników, jednak często zachowują się jakby były obojętne na wszystko co je otacza. Część z nich nie ma łap, niektóre chodzą ze źle pozrastanymi złamaniami, a jeszcze inne są częściowo niewidome.

Mówiąc, że Lankijczycy żyją w zgodzie z ulicznymi i bezpańskimi psami trzeba zwrócić uwagę przede wszystkim na fakt, że mimo zobojętnienia starają się o nie dbać. Niestety nie mam na myśli fachowej pomocy weterynarzy, a dokarmianie. Lankijczycy żyją w ogólnej nędzy. Zarabiają na ulicy sprzedając indyjskie smakołyki, dzięki czemu dniówki ze sprzedaży utrzymują ich przy życiu. Indyjską kuchnię stanowią przede wszystkim potrawy na bazie ryżu, makaronu, kurczaka i bardzo dużej ilość przypraw. Jedzenie jest nie tylko zdrowe, ale też tanie. Dzięki temu, że handel działa głównie na ulicach, a porcje są ogromne, niedokończone posiłki leżą często na poboczach. Przyczyną takiego stanu jest przede wszystkim brak poprawnego systemu zarządzania odpadami. Zarówno jedzenie, jak i śmieci trafiają na ulice, która traktowana jest jak śmietnisko. Część z tego co wyląduje jest palona, natomiast bioodpady, czyli resztki jedzenia ze stołów stają się pożywieniem dla ulicznych zwierząt. 

Zarówno Lankijczycy, jak i bezpańskie psy są bardzo wychudzeni i niedojadają. Jest to spowodowane biedną w składniki odżywcze dietą, a także ubóstwem. Mimo, iż resztki posiłków potrafią leżeć pod nogami psy przypominające chodzące szkielety nie są tu niczym nadzwyczajnym. Najprawdopodobniej jest to spowodowane rywalizacją, a także gorszym stanem zdrowia części z nich. W kurortach nadmorskich i na plażach psy są szczęśliwe i pulchne, bo dbają o nie nie tylko turyści, ale także właściciele restauracji, z którymi zwierzęta często są zżyte. Gorszy los spotyka te żyjące w mieście, ponieważ jest ich tam tak dużo, że nie każdy jest w stanie zawalczyć o kawałek kości. Takich przypadków można zobaczyć sporo, zwłaszcza w przydrożnych rowach, z których wystają przygaszone i pozbawione życia psie oczy. Mieszkańcy Sri Lanki, mimo iż żyją w zgodzie z psami, nie robią tego chętnie. Psy są dla nich czymś w rodzaju żywych duchów, widać je wszędzie (bo żyje ich tu ponad 3 miliony), są obecne w życiu każdego, ale nikt nie zwraca na nie większej uwagi. Ludzie określają je mianem „psów pariasów”, a ich rolą jest oczyszczanie miasta z odpadków jako element ekosystemu. 

Kiedyś, przez ponad 100 lat, jedynym działaniem rządu było ich wyłapywanie i zabijanie, jednak zdano sobie sprawę, że to nie rozwiązuje problemu, bo zwierzęta nadal rozmnażały się w zastraszającym tempie. Od tamtego czasu wprowadzono „no-kill policy”, która ma temu zapobiegać oraz pomagać przy zwalczaniu chorób skóry, na które cierpi prawie każdy pies. Innym problemem jest brak odpowiedniej opieki weterynaryjnej oraz bardzo duży przyrost naturalny. Suki albo chodzą z brzuchami wielkości piłki, albo dopiero co urodziły. Każda z nich potrafi mieć po kilka do kilkunastu szczeniąt. Mimo, że małe słodkie kuleczki są często kochane przez dzieci ich los niestety nie jest inny niż wszystkich. Małe i czyste są do czasu, a kwestia złapania przez nie chorób, udziału w wypadku drogowym czy zagryzienie przez większe psy jest czymś nieuniknionym.

Na szczęście powstaje tu coraz więcej organizacji, które zajmują się wyłapywaniem zwierząt z ulicy, szczepieniem ich i kastracją/sterylizacją. Głównym zadaniem są objazdy po miejscowościach, aby pomóc tym najbardziej potrzebującym. Poza tym biorą udział w interwencjach lub też zajmują się tymi psami, które są podrzucane do ośrodków. Jednymi z najprężniej działających są Dogstar Foundation, Dog Passion Sri Lanka czy Animal SOS Sri Lanka. Warto jest wspierać takie organizacje nie zadając pytania dlaczego na Sri Lance, a nie w Europie powinno się pomagać zwierzętom, o których istnieniu nawet nie wiemy? Otóż dlatego, że żyjąc w komforcie i w krajach prężnie rozwijających się nie mamy pojęcia z jakim bólem i cierpieniem przychodzi tym zwierzakom walczyć każdego dnia. I właśnie dzięki takim organizacjom i ludziom w nich działającym byt tych psów może pewnego dnia się polepszy, a ich smutek w oczach zniknie na zawsze.

No Comments

    Leave a Reply