Menu
Europa / Hiszpania

Majorka to hiszpańska perła rozkoszy dla tych co kochają słońce

Słysząc o Majorce myślałam o milionowych tłumach wygrzewających się przy hotelowych basenach i popijających drinki z oferty all inclusive. O tym, że ta płaska wyspa oferuje wyłącznie złote i niekończące się plaże skąpane w krystaliczno-czystej wodzie. Miałam rację co do drugiego, ale tylko w niewielkim stopniu. Jako, że Majorka jest tworem powstałym z wapieni mezozoicznych, piaszczystych i bardzo obszernych plaż jest na wyspie niewiele. Wyspa przypomina Teneryfę czy Madeirę. Zejścia do wody są na każdym kroku, jednak prowadzą one przez bardzo niewielkie plaże, albo przypominają kamieniste dróżki. Ciężko jest tym samym mówić o wygodzie leżakowania zwłaszcza podczas gorących dni w trakcie lata. Właśnie z tego względu Majorka oferuje pewną alternatywę dla miłośników kąpieli – hotele basenowe, których są tu tysiące.

Mimo, że ciepła hiszpańska perełka faktycznie jest krainą skąpaną w słońcu, zimny wiatr nie odpuszcza ani na chwilę. Latem, podczas upałów jest on bardzo przyjemny, natomiast zimą sprawia, że chłód odczuwalny jest bardziej, a człowiek nie ma gdzie się przed nim ukryć. Właśnie wtedy hotelowe baseny, które pochowane są gdzie tylko się da gwarantują możliwość wygrzewania się w cieple promieni słonecznych.

Majorka – różnorodność wyspy

Największa wyspa Balearów jest bardzo zróżnicowana pod względem ukształtowania terenu. Osobiście nie miałam pojęcia, że całe zachodnie wybrzeże przypomina górską krainę z baśni. Mieszanka rumuńskiego jedwabnego szlaku z miasteczkami prosto z lazurowego wybrzeża jest imponująca. Bardzo polecam wynajem samochodu, bo tylko tak można dokładnie odkryć zalety tego miejsca zwłaszcza, że każde wybrzeże bardzo się od siebie różni. Moim faworytem jest zachodnia część wyspy z uwagi na kręte górskie szlaki, widok na wybrzeże z lotu ptaka, górskie jeziora Gorg Blau i Embassament de Cúber czy kameralne miasteczka rybackie, które nie zostały jeszcze tak zalane turystycznym kiczem.

Zachodnia część Majorki

Jadąc od strony południowej warto zatrzymywać się w punktach widokowych wskazanych na zwykłej mapie google, jak przy Mirador de Ricardo Roca czy Mirador Coll dels Reis. Oba miejsca powalają na kolana, bo widoki są o tyle niesamowite, że człowiek zaczyna zastanawiać się jak natura może być tak idealna. Poza pięknymi krajobrazami morza i górskich szczytów klimatyczne miasteczka pochowane w dolinach są równie imponujące. 

Słynna Valldemossa czy według mnie piękniejsza Deià to jedne z kilku mieścin powstałych na wzgórzach wśród dolin. Brzmi to surrealistycznie, ale właśnie taka jest cała trasa wzdłuż zachodniego wybrzeża, która prowadzi od małej wysepki Sa Dragonera, aż po Far de Formentor, na którym znajduje się latarnia morska i jest najdalej wysuniętym punktem w tej części wyspy.

Zachodnie wybrzeże to nie tylko góry, ale także turkusowa woda i małe porty pełne luksusowych jachtów czy rybackich łódek. To właśnie tutaj znalazłam najpiękniejszy port jaki dotychczas widziałam, a mianowicie Port de Sóller. Ten kawałek cudu jest tak ukryty w zatoczce, że nie wiadomo nawet o jego istnieniu patrząc od strony morza. Cudowne połączenie gór, wody, luksusu, lokalsów i hiszpańskiego ducha.

Ponadto port oddalony jest o 4 km od miasta Sóller, między którymi kursuje tramwaj będący główną atrakcją miasta. Przejeżdża on obok cudownego kościółka de Sant Bartomeu przecinając plac pełen turystów popijających espresso. Jak większość miasteczek na Majorce i to jest bardzo małe, aczkolwiek muszę przyznać, że bardzo urokliwe i tajemnicze. Spacer po wąskich uliczkach sprawia ogromną przyjemność.

Kolejną perełką po tej stronie wyspy jest Torrent de Pareis. Kręta i bardzo górzysta droga prowadzi do tajemniczego portu Sa Calobra, do którego wjazd samochodem jest zabroniony. Spacer obowiązkowy jest dla każdego, kto chce dotrzeć do tajemniczego kanionu/wąwozu. Gdy droga się kończy przejście możliwe jest wyłącznie korytarzem wydrążonym w skale, z którego można podziwiać piękno zatoczki. Wychodząc z tunelu każdy wydobywa z siebie tylko jeden dźwięk jakim jest „ahhhh”. Pomiędzy wysokimi skałami ukryta jest kamienista plaża, a woda wydaje się jeszcze piękniejsza niż w innych miejscach na wyspie. Człowiek czuje jakby znalazł się w krainie baśni.

Wynajmując samochód warto pamiętać, że zachodnia część Majorki nie jest łatwa do poruszania się. Nie jest to spowodowane wąskimi górskimi szlakami, tak jak można przeczytać na wielu blogach. Drogi faktycznie są dosyć wąskie, ale są w perfekcyjnym stanie, a większość z nich jest ogrodzona, aby auto nie wpadło w przepaść. Tak naprawdę problemem w ruchu ulicznym są rowerzyści.

Poza sezonem, gdy słońce nie grzeje jeszcze tak mocno, zawodowych kolarzy, mniej profesjonalnych rowerzystów, emerytów czy zwykłych turystów na rowerach górskich jest tak dużo, że jazda samochodem staje się uciążliwa, zwłaszcza gdy mamy przed sobą innego kierowcę nie potrafiącego jeździć w takich warunkach i tamującego drogę. Dlatego bardzo przestrzegam jadąc do Cap de Formentor. Drogi na tej trasie są bardzo kręte, samochodów są tysiące, a rowerzystów miliony. Dojeżdżając do celu wielu kierowców zawraca, ponieważ parking przy latarni jest bardzo mały, korek ogromny, a możliwości odwrotu niewielkie.

Północna część Majorki

Północna część wyspy jest bardziej turystyczna, a większość miasteczek wygląda jak polskie Mielno. Oczywiście warto ją zjechać chociażby dla zobaczenia portów, ale ta część wyspy poza wysuniętymi na północ przylądkami nie ma zbyt wiele do zaoferowania. Jest to miejsce idealne dla tych, którzy lubią ulice obsypane straganami, pełne restauracji kąty czy bary upchane w każdym przejściu.

Wyjątkiem od tego przepychu jest miasteczko Alcúdia, które zbudowane zostało na ruinach rzymskiego miasta i właśnie taki klimat panuje w tym miejscu, a całe centrum otoczone jest murami obronnymi. Ten mini kurort przypomina raczej wioskę zbudowaną na ksztatł labiryntu, gdzie mieszkańcy są dla siebie jak rodzina spędzająca niedziele przy wspólnym stole. Osobiście poczułam się trochę jak w Izraelu.

Im dalej na wschód tym ciekawiej, a już na pewno gdy mowa o mieście Capdepera. W samym sercu tego miasta znajdują się ruiny średniowiecznej osady warownej i klimatyczny kościół. Warto czytać tabliczki opowiadające historię tego miejsca, bo jest ona szalenie ciekawa i mówi o tym jak to się stało, że Majorka była kiedyś pod wpływami muzułmanów, a dziś należy do chrześcijan. Sama osada służyła za punkt obserwacyjny. Tuż nieopodal nad samym morzem podziwiać można latarnię Capdepera oraz piękne widoki na skalne urwiska. 

Wschodnia część Majorki

Jednymi z głównych atrakcji Majorki są jaskinie. Najbardziej znana to Drach Caves, która według mnie absolutnie i to pod żadnym względem nie dorównuje jaskini Coves d’Artà. Po pierwsze, bo jest przereklamowana. Miliony turystów wpuszcza się bez limitu, a w jaskini panuje raczej atmosfera zaduchu i hałasu niż sprzyjająca podziwianiu stalagmitów i stalaktytów. Ludzie dosłownie się zadeptują. Bardzo fajny jest końcowy mini koncert muzyki klasycznej odbywający się na największym podziemnym jeziorze w Europie, które jest główną atrakcją tego miejsca.

Natomiast Coves d’Artà oferuje tak imponujące, stare, ogromne i fantastycznie zachowane stalagmity i stalaktyty, że człowiek łapie się za głowę. Ilość odwiedzających to miejsce jest zdecydowanie mniejsza, pewnie z uwagi na brak zorganizowanych wycieczek autokarowych, ale właśnie dzięki temu miejsce to jest wręcz magiczne. Mogę tylko powiedzieć, że w życiu nie spodziewałam się, że zobaczę coś tak naturalnie pięknego.

Wschodnie wybrzeże chwali się przede wszystkim portami oraz nowobogackimi miasteczkami. Rzeczywiście widać tu nieco więcej luksusu, ale uważam, że często przesadnie. Wychwalane Porto Cristo nie jest niczym nadzwyczajnym, a poza knajpami i widokiem na turkusową wodę nie ma zbyt wiele do zaoferowania. 

Godnymi polecenia są z pewnością porty w Cala d’Or oraz Portoperto. Pierwsze z nich przypomina raczej Grecję niż Hiszpanię, ale jest niezwykle kameralne. Brak kolosów, skromna zabudowa i centrum zalane restauracjami sprawiają, że miasteczko zachęca do spędzenia tu odrobiny czasu. Portoperto z kolei może pochwalić się bardzo bogatym portem.

Wjeżdżając bardziej w głąb wyspy zachęcam do odwiedzenia kolejnego punktu widokowego jakim jest Sanktuarium Sant Salvador. Widoki nie są aż tak zachwycające, ale tylko dlatego, że ta część wyspy jest bardzo rolnicza, tereny są nizinne, a większość miasteczek zatrzymała się w hiszpańskim duchu skromności. 

Południowa część Majorki

Południe Majorki słynie z długich piaszczystych plaż, których jest tutaj nieco więcej niż w innych rejonach wyspy, a także z przepięknych zachodów słońca. W przewodnikach czy na różnych portalach wyczytać można, że Magaluf czy El Arenal to centra nocnego życia, krzyczących i pijanych turystów oraz wszechobecnego brudu i chaosu. Nie ze wszystkim się zgodzę, ale pewnym jest, że oba te miasta i sąsiadujące z nimi Can Pastilla czy Peguera są tworami turystycznymi oferującymi apartamenty za kilka tysięcy euro, paellę przygotowaną na milion sposobów oraz płatne leżaki dla tych, którzy lubią wygrzewać się całe dni w słońcu. 

Południowa część Majorki to dobre miejsce wypadowe jeżeli chodzi o szybkie dotarcie na lotnisko. Uważam, że warto spędzić tu noc, ale nie więcej. Majorka ma tak dużo do zaoferowania, że szkoda by było zmarnować okazję odkrycia jej najpiękniejszych zakątków. Nie należy zapominać o najważniejszym punkcie wyspy, a mianowicie Palma de Mallorca. Opinie o tym miejscu uważam za grubo przesadzone, a miasto samo w sobie jest piękne i klimatyczne. Wnętrze Catedral de Mallorca znajdującej się w samym centrum jest po prostu zniewalające. Jedna z najpiękniejszych katedr jakie widziałam, a panujący w niej klimat tajemniczości jest cudowny. 

Stare miasto Palmy jest niezwykle rozbudowane. Niekończące się uliczki, z których każda jest zawsze pełne ludzi i życia. Ostrzegam jednak przed poruszaniem się po Palmie samochodem. Ruch na Majorce jest wzmożony o każdej porze dnia, a zaparkowanie auta graniczy z cudem. Fajnym rozwiązaniem jest rozróżnienie stref na płatne i darmowe przy pomocy kolorowych linii nie zmienia to jednak faktu, że miejsc parkingowych praktycznie nie ma. Alternatywą są płatne parkingi podziemne, które ciągną się wzdłuż całego miasta. 

Majorka i problem chlorowanej wody

Wszyscy wiemy, że podróżując do krajów trzeciego świata należy uważać na jedzenie, a przede wszystkim należy unikać picia wody z kranu. Jednak czy ktoś spodziewałby się, że w samym środku Europy jest miejsce, w którym woda pitna może doprowadzić do zatrucia? Miałam nieprzyjemną okazję się o tym przekonać spędzając trzy dni bez jedzenia, aż finalnie trzeba było wezwać lekarza. Zatrucie pokarmowe najprawdopodobniej od wody, którą zaledwie posmakowałam. 

Majorka boryka się ze słą sławą z powodu wody. Dlaczego? Woda na Majorce jest bardzo twarda, chlorowana i słona. Mowa oczywiście o kranówce, którą serwuje większość hoteli jako dodatkowo płatny przysmak podczas posiłków. Na wyspie czerpie się wodę z dwóch głównych zbiorników znajdujących się w zachodnim pasmie górskim. Woda składowana jest w naturalnych wapiennych zbiornikach dzięki czemu jest bardzo bogata w minerały, a także, jak każda woda pitna, chlorowana. Jest to zupełnie naturalne, ale z jakichś powodów woda na Majorce jest dodatkowo uzdatniana chlorem. Ponadto woda jest odsalana przez co najmniej trzy ogromne zbiorniki znajdujące się na wyspie. Mimo starań zachowuje ona swoje naturalne właściwości z powodu ogromnych ilości odwiedzających wyspę turystów. Majorka zamieszkana jest przez nieco ponad milion osób, a odwiedzana przez nieco ponad trzynaście milionów turystów rocznie, nie wliczając w to gości statków wycieczkowych. Każdy odwiedzający pragnie tylko jednego po całym dniu zwiedzania czy przebywania na plaży, kąpieli.

Na wyspie powstało około 19 pól golfowych, które odwiedzane są przez setki tysięcy turystów. Z tego względu pola muszą prezentować się idealnie, a zieleń trawy powinna być malownicza. W tym momencie nie dość, że zasoby wody kurczą się w zastraszającym tempie to dodatkowo instalacje odsalające wodę włączane są w zależności od potrzeb. Oficjalnie mówi się, że 99,5 % wody pitnej nadaje się do spożycia. Nie zmienia to faktu, że wielu turystów narzeka na dolegliwości żołądka podczas pobytu na wyspie. Dlatego też zaleca się, aby pić wodę butelkowaną. Nie tylko dlatego, że woda z kranu jest niepewna, ale też dlatego, że jest często niezdatna do picia i ktoś kto nie jest przyzwyczajony do picia chlorowanej lub słonej wody nie przełknie nawet łyka. Wrażliwość żołądka jest na pewno kwestią indywidualną, ale podczas krótkich wakacji za granicą problemy z żołądkiem to najgorszy koszmar.

No Comments

    Leave a Reply