Menu
Azja / Malediwy

Mroczne wysypisko śmieci na wyspie Thilafushi

Wydawać by się mogło, że większość ludzi kojarzy Malediwy z rajem, który otoczony jest krystalicznie czystą wodą, a piasek jest miękki i biały niczym mąka. Wszystko to jest prawdą w 99%. Niestety pozostały 1% jest ciemną stroną tego archipelagu, na który składa się ponad 1000 wysp. Jak już wcześniej pisałam, przewóz warzyw, ogólnie jedzenia, czy innych dóbr odbywa się drogą morską. Cyklicznie, zgodnie z wewnętrznym harmonogramem i zapotrzebowaniem mieszkańców towary dowożone są lub odbierane w zależności od tego kto czym handluje. Niestety, jak wszędzie na świecie, mieszkańcy produkują odpady, czyli potocznie mówiąc śmieci.

Tutaj sprawa wygląda podobnie, bo nie wyobrażajmy sobie, że każda z zamieszkałych wysepek ma rozwinięty system gospodarowania odpadami. Otóż tak jak z żywnością jest ze śmieciami. Na większości wysp, podobnie jak na Sri Lance, mieszkańcy śmieci palą.

Inaczej wygląda sprawa stolicy Malé, z której śmieci odbierane są drogą morską i wszystkie lądują w jednym miejscu, które zostało stworzone specjalnie w celu składowania odpadów komunalnych. Tym niechlubnym wysypiskiem jest sztucznie powstała wyspa Thilafushi. Toksyczny wytwór znajduje się niecałe 6 km od stolicy Malé i wszystkie śmieci zwożone są właśnie tam. Thilafushi, które znajduje się między wyspami Giraavaru i Gulhifalhu, było niegdyś laguną zwaną Thilafalhu o długość zaledwie 7 km. Na początku wyspę powiększano w taki sposób, że wykopane zostały ogromne kanały, które zasypano odpadami, wartswą gruzu, aż na końcu wszystko przykryto śnieżnobiałym piaskiem.

Dziennie ląduje tam około 400 ton odpadów, które wytwarzane są zarówno przez mieszkańców jak i przez turystów. Niestety sposób składowania odpadów jest absolutnie sprzeczny z ochroną środowiska, bo odpady nie są w żaden sposób utylizowane, a wyłącznie składowane, co powoduje, że szkodliwe substancje dostają się do wody zanieczyszczając środowisko. Wcześniej wspomniałam o mieszkańcach pobliskich krajów, którzy tłumnie sprowadzają się na Malediwy. Większość pochodzi z Indii czy Bangladeszu i to właśnie oni są w głównej mierze pracownikami wysypiska, którzy odpowiedzialni są za segregację i spalanie śmieci. Niektóre materiały jak plastikowe butelki czy metal transportowane są droga morską do Indii w celu ponownego ich wykorzystania.

Nic jednak nie wskazuje na to, że śmierdzące piekło w samym sercu rajskich wysp miałoby niedługo zniknąć. Polityka, brak środków czy małe zainteresowanie kwestią ochrony środowiska to tylko nieliczne z elementów, które wpływają na brak chęci podejmowania tematu. Mówi się nawet, że miejsce takie jak Thilafushi może tylko pogorszyć sytuację Malediwów i przyspieszyć kwestię zalewania tego małego raju na ziemi.

No Comments

    Leave a Reply