Menu
Azja / Tadżykistan

Pamir Highway i dzika wyprawa w rejony Tadżykistanu

Tadżykistan graniczy z czterema krajami. Mi udało się przemierzyć jego dwie granice, tę z Uzbekistanem gdy wjeżdżaliśmy do Tadżykistanu oraz tę z Kirgistnem gdy udało się nam przemierzyć szlak Pamirski. Obie granice tak samo jak wszystkie te kraje bardzo się od siebie różnią. Wyjeżdżając z Uzbekistanu zrozumiałam, że Tadżykistan jest jego „bogatszym” sąsiadem i dlatego nie zdziwiła mnie grupa koczujących kobiet proszących każdego przechodnia o przeszmuglowanie worka dywanów, które najprawdopodobniej później posłużą im za główny towar handlowy w Uzbekistanie.

Tadżykistan – ukształtowanie terenu

Fauna i flora Tadżykistanu jest szaleńczo zróżnicowana. Jest tu nieco inaczej niż w krajach ościennych. Pył unoszący się w całym Uzbekistanie, brak wiatru czy wszechobecne pustynie tuż po przejechaniu granicy zamieniły się w zieloną krainę, pełną drzew, wód i świeżego powietrza. Płynąca wzdłuż kraju rzeka nawadnia pola ryżowe, a piaszczyste góry nie pozwalają zapomnieć o obecności niebezpiecznego Afganistanu.

Stolica Tadżykistanu Duszanbe, choć widziana przelotem, sprawiła wrażenie małego ale bardzo zadbanego miasta. Zabytki, statuety czy billboardy przypominają o tym, że autorytarny prezydent gra tutaj bardzo ważną rolę albo też chce, aby jego imię nigdy nie znikało z ust mieszkańców. W tym mieście odczuwalny jest duch czasów komunistycznych, a historyczna architektura nie ustępuje wkradającej się nowoczesności co prowadzi do ogromnych kontrastów.

Tadżykistan przecinają dwie rzeki, Amu-daria i Syr-daria. W dużej mierze są one zasilane wodą pochodzącą z topnienia śniegu w górach Kirgistanu oraz Tadżykistanu, niestety ich kolor nie przypomina krystalicznie czystych górskich potoków, a raczej mętne błoto. Niektórzy nazywają je „chocolate river” z uwagi na ich brudny kolor czego przyczyną jest struktura skał wzdłuż których płyną. 

Tadżykistan – ryzykowne szlaki

Większa część Tadżykistanu stanowi tereny górzyste. Drogi są w fatalnym stanie, choć myślę, że nie w tak złym jak to było w Uzbekistanie. Trasa, która prowadzi do szlaku Pamirskiego wiedzie przez góry i w niektórych miejscach zamienia się w wąskie lub bardzo kamieniste dróżki. Jadąc samochodem trzeba się upewnić, że strach i cierpliwość nie zostały w domu, bo gdy dopadnie was atak paniki gwarantuję, że podróż skończy się upadkiem w przepaść. Żadna z dróg nie jest zabezpieczona, a strome zbocza wydają się zabójcze, gdy trzeba się minąć z samochodem jadącym z naprzeciwka. 

Mimo złego stanu dróg na szlaku można spotkać wielu rowerzystów, których celem jest przeprawa przez góry Pamir. Dla takich podróżników sprawa jest o tyle trudna, że poza stolicą czy większymi miastami nie ma tu mowy o sklepach, stacjach czy noclegach, tak więc podróżującym w te rejony pozostaje wyłącznie opcja spania pod gołym niebem, szukania strumieni górskich oraz posiadania wystarczającyh zapasów jedzenia. Na swojej drodze spotkaliśmy wielu pasjonatów dwuśladów i byli naprawdę zachwyceni tą trasą.

Tadżykistan – historia kraju

Wyjeżdżając poza stolicę i zmierzając w kierunku szlaku Pamirskiego natura zachwyci was na każdym kroku. Rwące rzeki, bardzo długie mosty, wysokie góry czy niziny na których pasą się zwierzęta są niesamowite. Wszystko wygląda jak nietknięte przez człowieka, a w zależności od padających promieni słonecznych, kolory przybierają najróżniejsze barwy.

Z uwagi na fakt, iż Tadżykistan stanowił jedno z najbiedniejszych państw świata po rozpadzie Związku Radzieckiego nie ma tu mowy o rozbudowanej infrastrukturze, a większość tras to kamieniste szlaki. Z tego względu zjechanie całego kraju wydaje się możliwe wyłącznie w porze letniej, ponieważ zimy bywają tu dość srogie co uniemożliwia poruszanie się po stromych zboczach czy bardzo wąskich i nierównych szlakach.

Wioski i małe mieściny straszą odwiedzających, ponieważ z każdym rokiem coraz bardziej pustoszeją. Bywają takie regiony, że ciężko jest spotkać człowieka, a co dopiero prosić o pomoc w przypadku awarii pojazdu. Z uwagi na panującą tu biedę oraz bardzo poważną suszę, która nawiedziła Tadżykistan w 2011 r. ludzie pouciekali do pobliskich krajów. W samej tylko Rosji mieszka prawie milion nielegalnych pracowników, w tym także Tadżycka inteligencja, która musiała emigrować z uwagi na bardzo niskie zarobki.

Oczywiście kraj nie został wyludniony, a ludzie żyją tu jak dawniej. Niestety warunki życia potrafią być ekstremalnie ciężkie, ponieważ latem temperatury są bardzo wysokie, a zimy potrafią być bardzo mroźne. Ludzie na wioskach mieszkają w lepiankach, nie mają dostępu do bieżącej wody, a jeżeli mieli odrobinę szczęścia to w ich miejscu zamieszkania wybudowano studnię. Część domów nie ma nawet dachów, a niektóre wioski nie mają dostępu do prądu i czerpią moc z agregatów.

Tadżykistan – miasto Chorog

Miejscem, które nie pozwala zapomnieć o istnieniu turystyki jest Chorog. Jest to główny punkt w drodze na szlak Pamirski. Można się w nim zaopatrzyć w niezbędne rzeczy, aby móc poradzić sobie podczas wyprawy. Chorog jest bardzo ładnym miasteczkiem, które przypomina trochę amerykańskie przedmieścia. Oczywiście nie dosłownie, bo poza niskimi budynkami wszystko inne nie daje zapomnieć o wszechobecnej biedzie i zastoju gospodarczym.

Kilka sklepików, bankomat i mini supermarket, a nawet stacja benzynowa, na której można zakupić kanister z paliwem. Dla przejezdnych powstał tu nawet mały hostel o nazwie Bed & Breakfast. Miejski targ, który tętni życiem w każdą sobotę sprawia, że miasto paraliżują korki, a wszyscy mieszkańcy spotykają się właśnie w tym miejscu.

Tadżykistan – Afgańska granica

Droga wiodąca do miasta Chorog biegnie wzdłuż rzeki będącej jedyną prawdziwą granicą między Tadżykistanem, a Afganistanem. Nie ma tu żadnych mostów łączących oba te kraje. Przemierzając szlak można podziwiać Afgańskie wioski, które podobnie jak Tadżyckie miasta wydają się być opuszczone. Mówi się, że w górach Afganistanu kryją się najemnicy strzelający do podróżujących. Jest to o tyle prawdziwe, że w momencie gdy odwiedzałam te rejony zastrzelono dwóch turystów przemierzających szlak rowerami. 

Tadżykistan boryka się z dużym problemem jakim jest przemyt narkotyków. Przejścia graniczne są tu bardzo strzeżone, aczkolwiek wydaje się, że przekupienie odpowiednich ludzi nie stanowi problemu w tak biednym kraju. Może też dlatego dochodzi do sytuacji, w których turyści podlegają restrykcyjnym przeszukaniom, tak jakby główny cień podejrzeń padał właśnie na nich.

Istnieje możliwość wyboru między dwoma szlakami Pamir Highway, dłuższym i krótszym. Ten pierwszy graniczy z Afganistanem i prowadzi przez Wakhan Corridor Nature Refugie, drugi natomiast wiedzie przez środek nicości, przepięknych gór i małych wodospadów. Zwieńczeniem krótszej trasy może okazać się przystanek w mieście o nazwie Murgob. Tuż nieopodal tego miasta przepływa rzeka Murgab, której kolor wody jest oszałamiający. Przypomina błękit czy nawet turkus szlachetnego kamienia. Oba brzegi, które przecina łączy wiele bardzo starych i małych mostów. Część z nich stanowi już tylko element natury. W niektórych miejscach rzeka jest dość rwąca dzięki czemu wydaje się jeszcze piękniejsza.

Tadżykistan – wioska zapomniana przez świat Murgob

Na wjeździe do miasta stoi strażnik, który pilnuje aby każdy przemierzający te rejony wpisał się do grubej księgi, która stanowi papierową ewidencję. Murgob jest małym miastem otoczonym przez góry i pola. Z uwagi na fakt, iż całą noc spędziliśmy w podróży postanowiliśmy się odświeżyć w czymś co przypominało małą odnogę jeziora lub też fragment rzeki. Woda czysta ale lodowata okazała się być pobliskim źródłem życia mieszkańców.

Nasza wizyta przypadła na niedzielę, dzień prania dywanów (z takiego wyszliśmy założenia). Rodziny z zapakowanymi po brzegi autami i taczkami zjechali się o poranku aby wyprać cenne przedmioty. Ciekawa forma dbania o czystość, ale nie ma się co dziwić, bo nie ma tu bieżącej wody, a w mieście zbudowano tylko jednę studnię. Gliniane niskie budyneczki, z których część stoi pod gołym niebem, to jedyna zabudowa tego miejsca. Nawet toalety potrafią być odkryte, a za wejścia do domów służą stare drzwi samochodowe. Wiele budynków jest bardzo zniszczonych, a nawet opuszczonych. Może kiedyś mieszkało tu więcej ludzi, którzy wyemigrowali w poszukiwaniu lepszego jutra.

Z uwagi na poważną awarię w samochodzie musieliśmy zjechać z drogi w poszukiwaniu stacji benzynowej i spawacza. Stacji benzynowej jaką znamy nie było, ale za to był kontener, który służył za prowizoryczną budkę do sprzedaży paliwa w butelkach. Udało się natomiast znaleźć spawacza, który w przeciągu niekonczącej się ilości godzin pospawał nam auto, a prąd czerpał z agregata prądotwórczego. Nie dość, że maszyna wytwarzała niesamowicie dużo hałasu, to jeszcze przypominała złożony z czego się udało traktor, na którym zamontowano coś przypominającego agregat. 

Mieszkańcy nie mają dostępu do prądu więc jedynym narzędziem, który zapewnia im ten luksus jest właśnie agregat, do którego dostęp mają nieliczni. Poza tym nie ma tu dostępu do bieżącej wody, a od niedawna mieszkańcy mogą korzystać ze studni, która stoi nieopodal centrum. W tym miejscu nie ma mowy o telefonach komórkowych czy innych elektronicznych rozrywkach. Może właśnie dlatego dzieci, którym rozdaliśmy zabawki, cieszyły się tak jak nigdy żadne dziecko, które miałam okazję spotkać? 

Tadżykistan – słone jezioro Kara-Kul

Opuszczając ten zapomniany przez ludzkość kawałek lądu i zmierzając w kierunku Kirgistanu, który właściwie jest zwieńczeniem szlaku Pamirskiego można się niejednokrotnie zaskoczyć. Bardzo niedaleko granicy na wysokości niemal 4 tys. m n.p.m. istnieje jezioro o nazwie Kara-Kul. Przypomina morze, z uwagi na dosyć wysokie fale pojawiające się u brzegu, choć w rzeczywistości jest słonym jeziorem, największym w Tadżykistanie.

Nierealnym wydaje się fakt, że jezioro Kara-Kul istnieje na takiej wysokości. I rzeczywiście kiedyś go tutaj nie było. Mówiąc kiedyś mam na myśli 5 mln lat temu, kiedy to meteoryt uderzył w skały krystaliczne i tak oto powstała depresja. Woda, która ją przykryła nie jest zbyt czysta, a nawet przypomina polski Bałtyk, za to widoki otaczających gór są niesamowite. Ciekawym jest fakt, że przy dobrej pogodzie można stąd dojrzeć jeden z wyższych szczytów Pamiru, a mianowicie Szczyt Lenina. Nieopodal tego cudu natury stoi kolejna wioska widmo. Mieszka w niej zaledwie kilka osób, które nie chciały się stąd wyprowadzić. Dzieci ją zamieszkujące sprzedają podróżnym butelki z paliwem. Wiem to od jednego z chłopców.

Droga prowadząca do granicy z Kirgistanem biegnie wzdłuż granicy z Chinami. Ta w przeciwieństwie do granicy z Afganistanem jest naprawdę odstraszająca. Ciągnące się w nieskończoność słupy złączone drutem kolczastym nie umożliwiają nielegalnego przekroczenia granicy. Drogę, która znajduje się tuż na końcu szlaku Pamirskiego po stronie Tadżykistanu, aż do punktu Kyzyl-Art Pass przemierza się bardzo spokojnie. W tej części kraju można spotkać rodziny świstaków, które siedziąc wysoko w górach, potrafią wpatrywać się w punkt godzinami.

Na sam koniec warto wybrać się na pobliskie szczyty Pik Oktobrskyi czy Qullai Istiqlol. Nieopodal, już po stronie Kirgistanu, znajduje się miasteczko Sary-Tash. Jest to dobre miejsce na wypadek braku paliwa czy jedzenia. Mimo, iż miasto jest bardzo małe i biedne to po kliku dłuższych dniach na szlaku Pamirskim, który przemierza się starym radzieckim Uazem taka namiastka cywilizacji wydaje się być niesłychanie ciekawa.

No Comments

    Leave a Reply