Menu
Azja / Izrael

Złote piaski Eilatu i otaczająca go natura

Można znaleźć wiele negatywnych opinii na temat miejsca, które ostatnimi czasy stało się bardzo popularne wśród Polaków czy Rosjan. Na pierwszy rzut oka pewnie sama zgodziłabym się z twierdzeniem, że Eilat przypomina polskie Mielno, hiszpańską Teneryfę czy bułgarskie Złote Piaski. Przede wszystkim dlatego, że miasto odwiedzane jest przez turystów głównie w weekendy. Loty do Izraela są względnie tanie, samo centrum naprawdę małe, a oferowane atrakcje mają umilić czas imprezowiczów i plażowiczów. 

Eilat wygląda jakby został wciśnięty między Jordanię a Egipt. Jego ogromnym atutem jest możliwość zwiedzenia obu tych państw, udział w zorganizowanych wycieczkach do Petry czy do Jerozolimy. Każda wyprawa za granice Izraela wiąże się ze spełnieniem odpowiednich wymogów i formalności. Pozostając w obrębie Eilatu nic nie tracimy, bo zaledwie 20 km od centrum miasta odkryto Red Canyon, który znajduje się wśród dzikich wzgórz pustyni Negew. Jadąc w innym kierunku natrafimy na Timna Park, w sercu którego odnaleźć można mityczne kopalnie króla Salomona. Oba te miejsca są naprawdę zachwycające.

Eilat – okolice miasta

Wjeżdżając do Timna Parku zastanawiać się można dlaczego opłata w wysokości 50 szekli jest pobierana za obejrzenie kawałka pustyni, przy której przecież nie prowadzi się żadnych renowacji czy innych udoskonaleń. Otóż dlatego, że cena jest tego warta. Wdrapując się na szczyty, podziwiając te widoki, czy przeciskając się przez szczeliny między skałami, człowiek naprawdę rozumie jak piękna i różnorodna jest nasza planeta. Ponadto Timna Park stanowił niegdyś centrum wydobycia miedzi, a uznawny jest za jedną z najstarszych kopalni na świecie. Najbardziej zaskakujące jest to, że cały ten obszar, który dziś przypomina pustynię kiedyś znajdował się pod wodą i dlatego obecnie zachwyca przeróżnymi formacjami skalnymi.

Mapka, którą otrzymuje się przy wejściu, a na której zaznaczone są wszystkie punkty warte zobaczenia jest bardzo przydatna i opisuje pokrótce historię tego miejsca. Wskazane są na niej także piesze szlaki, które różnią się w zależności od poziomu trudności i dystansu do pokonania. Minusem jest fakt, tak jak w przypadku Red Canyonu, że do tych miejsc nie dostaniemy się żadnym środkiem transportu tak łatwo jak autem. Można pomyśleć o rowerach, ale droga z miasta, górzyste tereny i lejący się żar z nieba nie są sprzymierzającymi warunkami. Wielu turystów porzuca auta na pobliskim parkingu aby zjechać szlaki górskimi rowerami. Trzeba przyznać, że teren jest doskonały dla rowerzystów, którzy chcą sprawdzić swoje umiejętności.

Eilat – Timna Park i Red Canyon

Słyszałam, że Red Canyon jest piękniejszy od Timny Parku, ale ja uważam inaczej, mimo że ogromnym plusem trasy prowadzącej do tego miejsca są zachwycające widoki. Sam kanion jest niesamowity, a kolory i formy skalne przypominają miejsca niczym z dokumentów przyrodniczych. To miejsce podobnie jak Timna Park znajdowało się kiedyś pod wodą. Czerwony piaskowiec uformowała rzeka Nahal Shani, która płynęła tędy tysiące lat temu. Różne odcienie czerwieni, drabinki powciskane wśród skał czy widoki z czarnego szlaku, sprawiają że człowiek czuje, że żyje. Jest to doskonałe miejsce dla miłośników trekkingu, a dostępne trasy nie są bardzo wymagające. Wyłącznie trasa zielona może okazać się wyzwaniem, ale bardziej z uwagi na jej długość, niż poziom trudności.

Szlaki są trzy, każdy o innej długości, a miejsce darmowe, także wszystko wedle sił i chęci. Aby dojechać do Red Canyonu warto mieć swoje auto, bo autobus może okazać się bezpowrotny, a wycieczka rowerem z miasta śmiertelna. Droga z centrum jest bardzo kręta, ruchliwa, a przede wszystkim górzysta. Mimo to zawsze pozostaje możliwość wzięcia taksówki. Rowery z wypożyczalni nie są w najlepszym stanie, a ubezpieczenie nie pokrywa ich tajemniczego zniknięcia spowodowanego napadem szału, gdzieś na tysięcznym podjeździe pod górę. Wracając do poruszania się samochodem. W drodze powrotnej do miasta warto zatrzymać się na poboczu i zapuścić tam, gdzie widać będzie panoramę i tereny sąsiednich krajów. O zachodzie słońca miejsce to jest jak z bajki.

Eilat – poziom życia mieszkańców

Izrael jest drogim krajem, choć można pomyśleć, że Eilat jest tańszy z uwagi na fakt, że znajduje się daleko od głównych turystycznych miejsc. Nic bardziej mylnego. Szeling stoi 1:1 do polskiej złotówki, ale nie uraczycie tu chleba za 4 czy obiadu za 20 szekli. Ceny obiadu w restauracji to kwota rzędu 100 szekli chyba, że połasimy się na take away’owy falafel lub kebaba. Falafele mają tutaj palce lizać, a o kalmarach z grilla czy krewetkach nawet nie będę opowiadać, bo są obłędne!  Polecić mogę dwa miejsca, które są faworytami TripAdvisora i naprawdę bierzcie do serca co tam jest napisane: Fish Market za najlepsze przystawki kuchni żydowskiej (dają ich tak dużo w jednym zestawie, że w dwie osoby nie idzie tego przejeść, a przy okazji specjały palce lizać) i Pina ba yam za ultra wyśmienite kalmary (nie przestraszcie się wyglądu, bo miejsce przypomina przydrożny bar z jedzeniem z zamrażarki).

Poza tym miejsce to jest krainą wiecznego słońca i może dlatego życie tutaj płynie w czystości i spokoju. Miasto przypomina grę The Sims, w której wszystkie budowle są doskonałe, a ulice wręcz lśnią czystością. Jednak taka doskonałość w organizacji istnieje wyłącznie w centrum, bo na obrzeżach odczuwa się brak cywilizacji i jakiegokolwiek systemu gospodarowania odpadami. Poza granicami Eilatu nie uraczymy zbyt wiele poza pustynią, na której żyją wielbłądy.

Eilat – mini wersja Las Vegas

Co do samego centrum jest ono miniaturką Las Vegas, które nigdy nie śpi, a turystów przyciąga kiczem i hałasem. Mimo, iż wszystko tutaj stworzone jest pod turystykę to widać, że interes dopiero kwitnie. Mini bazar ociekający tandetą i plastikiem oferuje wisiorki czy gadżety z czasów PRL-u, a zakup magnesu może graniczyć z cudem (takiego, który nie jest plastikowy lub nie ma na sobie świecącego delfina). Miasto widoczne jest z lotu ptaka, ponieważ jego głównym symbolem jest wybrzeże zabudowane wyłącznie gigantycznymi hotelami, wyglądającymi jak tureckie pałace czy podróbki arabskich hoteli.

Eilat – okrutna atrakcja miasta

Rejony takie jak Izrael czy Egipt zyskały sławę dzięki opowieściom o bajecznej rafie koralowej czy możliwości oglądania i dotykania delfinów. Niestety nie miałam możliwości odkrycia Egiptu, ale w samym Eilacie miejsc do nurkowania jest bardzo dużo, choć większość plaż z dostępem do rafy jest płatna. Przezroczysta woda oraz piaszczyste plaże zachęcają do zanurzenia się w podwodnym świecie. 

Jednak problemem nie jest kwestia nurków, którzy nie zadepczą rafy, gdyż woda jest zbyt głęboka. Problemem są miejsca zachęcające możliwością oglądania delfinów. Można by pomyśleć, że nic w tym strasznego, zwłaszcza, że istnieją raptem trzy takie punkty. W Internecie można wyczytać informacje, że delfiny są dzikie, a żadna siatka nie oddziela ich od morza co oznacza, że są całkowicie wolne. Ciężko w to uwierzyć chociażby dlatego, że w godzinach otwarcia tych centrów, czyli przez cały dzień, delfiny są w zasięgu wzroku, a nawet i rąk, bo główną atrakcją tych miejsc jest możliwość ich dotknięcia podczas pory karmienia. 

Dla bardziej zainteresowanych istnieje opcja nurkowania z delfinami, co wiąże się z dodatkową opłatą. Przyglądając się z boku można pomyśleć, że miejsca te przypominają zoo, w którym delfiny robią wszystko, by zadowolić turystów. Przypomina mi to sytuację ze Sri Lanki, gdzie uratowne słonie traktowane są jak cyrkowe małpy, bo przecież dla nich to nic strasznego.. Takie traktowanie zwierząt to niewolnictwo, którego wprost się nie nazywa, a na którym organizatorzy czy właściciele zarabiają, bo wiedzą, że dla turysty jest to najlepsza forma pamiątki. Będąc świadomym turystą powinniśmy unikać takich miejsc i uczyć dzieci, że owszem, delfiny to cudowne stworzenia, ale ich naturalnym środowiskiem nie jest akwarium w aquaparku, czy wodny park rozrywki, a wody oceanów.

No Comments

    Leave a Reply